Minął kolejny tydzień wakacji. Zaczęłam ćwiczyć, codzinnie rano
biegałam dwie godziny. To pomagało mi ignorować wszystkich, którzy nie
dawali mi spokoju. Gdy dobiegłam nad rzekę zadzwonił mój telefon i nie
patrząc na wyświetlacz odebrałam:
- Cześć, ładnie to tak nie odpisywać? - odezwał się Igor.
- Myślałam, że tym sposobem zrozumiesz, że nie mam ochoty na rozmowę z Tobą.
- Ale jednak odebrałaś.
- Nie sprawdzałam kto dzwoni, na Twoje głupie szczęście, teraz mów o co chodzi?
- Spotkaj się ze mną.
- Nie ma takiej opcji - chciałam jak najszybciej się rozłączyć.
-
No proszę, chce tylko porozmawiać - pomyślałam, że to mogłaby być dobra
nauczka dla Mikołaja, i może Igor wreszcie da mi spokój.
- Dobra, kiedy i gdzie?
- W centrum, dziś o 18, będziesz? - zapytał uradowany.
- Będę - dodałam i szybko się rozłączyłam. Nie wieże, że się na to godzę.
Po
powrocie do domu zastałam ojca siedzącego przy stole, próbował zwalczyć
kaszel, który męczył go od kilku dni. Gdy tylko mnie zobaczył ubrał
kurtkę i wyszedł z domu. Mijając mnie zobaczyłam tylko jego bladą twarz.
Z ciekawości udałam się do jego pokoju. Moim oczom ukazała się dość
spora kolekcja butelek i puszek po różnych trunkach, czyli to były jego
lekarstwa na wszystko. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do swojego
pokoju. Ubrałam któtkie spodenki na szelkach i koszule w krate,
poprawiłam makijaż i byłam gotowa. O godzinie 17 wyszłam z domu i idąc
spacerkiem w głąb miasta obserwowałam przyrodę. Wcale nie spieszyło mi
się na to spotkanie, jednak całą drogę zastanawiałam się dlaczego teraz
czuje takie złe nastawienie co do Igora. Na miejscu zobaczyłam go
siedzącego na ławce przy fontannie. Nie był sam. Wśród jego towarzyszy i
towarzyszek zobaczyłam także Mikołaja. Przez moment miałam ochotę
zawrócić. Jednak nie zdąrzyłam, bo Igor zauważył mnie po czym szeroko
się uśmiechnął:
- Cześć Julka!
- Cześć Igor -
powiedziałam lekko zmieszana podchodząc bliżej, widząc kilkanaście par
oczu wlepionych w moją osobę przyprawiło mnie o mdłości.
- To
my już pójdziemy - powiedział z nienacka i łapiąc mnie za rękę zaczął
ciągnąć w przeciwną stronę. Gdy znaleźliśmy się na innej ulicy wyrwałam
swoją rękę i zaczęłam krzyczeć:
- Uspokój się, należało mu się za to co zrobił, a teraz idziemy na pizze.
- Nigdzie z Tobą nie idę - skrzyżowałam ręce i stanęłam na środku chodnika.
-
Nie wygaduj głupstw tylko chodź, przecież nic Ci nie zrobię -
powiedział już lekko zdenerwowany. Nie miałam wyjścia. Ociągając się
ruszyłam za nim, aż weszliśmy do pizzeri. Kiedy Igor poszedł złożyć
zamówienie, ja usiadłam przy stoliku i postanowiłam sprawdzić pocztę na
komórce. Jeden sms od Mikołaja " Czyli to jednak prawda? :( ". Nie
wiedziałam co miał na myśli ale postanowiłam zrobić to co do tej pory
czyli zignorowałam go. Do stolika wrócił Igor.
- Co Ty mu powiedziałeś? - zapytałam prosto z mostu.
- Komu? - zapytał zupełnie spokojnie.
- Nie bądź śmieszny, co powiedziałeś Mikołajowi?
- Nic takiego - chłopak tylko wzruszył ramionami.
- W takim razie sam sobie tu siedź - powiedziałam i już miałam wychodzić kiedy Igor mnie zatrzymał.
-
Zaczekaj - wziął głęboki oddech i popatrzył na mnie - Powiedziałem mu,
że się spotykamy. Zaraz po tym jak Cię zostawił na imprezie zrobiło Ci
się przykro i opowiedziałaś mi wszystko, dlatego przy Tobie zostałem i
wybrałaś mnie. Julka, należy mu się za to jak Cię potraktował - mówił to
wszystko patrząc mi w oczy.
- Czyli jednak nie masz mózgu -
odparłam. Chłopak tylko przewrócił oczami. Dostaliśmy naszą pizze i już
żadne z nas nie mówiło o Mikołaju. Dobił mnie fakt, że to Igor zemścił
się na nim a nie ja. Z drugiej strony to nawet lepiej, zna jego słabe
strony. Około godziny 20 wróciłam do domu, ojca jeszcze nie było. Ledwo
zdjęłam buty usłyszałam dzwonek. Otworzyłam drzwi za którymi stało dwóch
policjantów, przestraszyłam się.
- Pani Julia Nowak? - zapytał jeden z nich.
- Tak to ja - odpowiedziałam.
- Możemy wejść?
- Tak proszę - zaprowadziłam ich do kuchni, nalałam sobię wody do szklanki - Coś się stało? - zapytałam.
-
Chodzi o Pani ojca - popatrzyli po sobie a ja nie widziałam co mam
myśleć, czy znów wdał się w jakąś kłutnie czy coś gorszego, może siedzi w
areszcie? - Niestety nieżyje - powiedział. Szklanka, którą trzymałam
wypadła mi z rąk i rozbiła się z hukiem. Poczółam ukłycie w klatce
piersiowej. - Został znaleziony dziś około godziny 17:30 niedaleko
restauracji przy ulicy głównej, przyczyną był najprawdopodobnie zawał. -
mówił to bardzo spokojnie a jego słowa docierały do mnie jak przez
mgłę. - Jest nam bardzo przykro.
Usiadłam przy stole, nie mogłam uwieżyć w to co się stało.
- Pani mieszkała z ojcem sama?
-
Tak, mama odeszła kilka lat temu, mieszka z moją siostrą - powiedziałam
cicho. Zaczęłam się trząść, i nerwowo bawiłam się moimi palcami.
-
To my już pójdziemy, do widzenia - powiedzieli oboje. Wyszli a ja nawet
na nich nie spojżałam. Siedziałam przy tym stole kilka godzin.
Przypomniało mi się całe zło które mi wyrządził, wszystkie krzywdy. Nie
wiedziałam dlaczego zaczęłam płakać, przecież tak bardzo pragnęłam jego
śmierci. Ocknęłam się około godziny 2 w nocy i zaczęłam pakować wszysko
co do niego należało. Posprzątałam jego pokój jak jeszcze nigdy. O 4
rano wyszłam na łąkę i rozpaliłam ognisko. Wrzucałam do niego wszystkie
ubrania należące do ojca. Gdy zorientowałam się jak bardzo jestem
zmęczona był już ranek. Wróciłam do domu, przebrałam się i zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim :) Obiecałam dłuższy więc jest ;) Życzę Wam miłego czytania, a ja idę się edukować :D Do następnego ;3


o rany...... smutny.... ;c ale długi :D
OdpowiedzUsuńsuper:) a znasz jeszcze jakies blogi?
OdpowiedzUsuńkiedy następny;)
OdpowiedzUsuń