wtorek, 13 maja 2014

zasnęłam

Minął kolejny tydzień wakacji. Zaczęłam ćwiczyć, codzinnie rano biegałam dwie godziny. To pomagało mi ignorować wszystkich, którzy nie dawali mi spokoju. Gdy dobiegłam nad rzekę zadzwonił mój telefon i nie patrząc na wyświetlacz odebrałam:
- Cześć, ładnie to tak nie odpisywać? - odezwał się Igor.
- Myślałam, że tym sposobem zrozumiesz, że nie mam ochoty na rozmowę z Tobą.
- Ale jednak odebrałaś.
- Nie sprawdzałam kto dzwoni, na Twoje głupie szczęście, teraz mów o co chodzi?
- Spotkaj się ze mną.
- Nie ma takiej opcji - chciałam jak najszybciej się rozłączyć.
- No proszę, chce tylko porozmawiać - pomyślałam, że to mogłaby być dobra nauczka dla Mikołaja, i może Igor wreszcie da mi spokój.
- Dobra, kiedy i gdzie?
- W centrum, dziś o 18, będziesz? - zapytał uradowany.
- Będę - dodałam i szybko się rozłączyłam. Nie wieże, że się na to godzę.
Po powrocie do domu zastałam ojca siedzącego przy stole, próbował zwalczyć kaszel, który męczył go od kilku dni. Gdy tylko mnie zobaczył ubrał kurtkę i wyszedł z domu. Mijając mnie zobaczyłam tylko jego bladą twarz. Z ciekawości udałam się do jego pokoju. Moim oczom ukazała się dość spora kolekcja butelek i puszek po różnych trunkach, czyli to były jego lekarstwa na wszystko. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do swojego pokoju. Ubrałam któtkie spodenki na szelkach i koszule w krate, poprawiłam makijaż i byłam gotowa. O godzinie 17 wyszłam z domu i idąc spacerkiem w głąb miasta obserwowałam przyrodę. Wcale nie spieszyło mi się na to spotkanie, jednak całą drogę zastanawiałam się dlaczego teraz czuje takie złe nastawienie co do Igora. Na miejscu zobaczyłam go siedzącego na ławce przy fontannie. Nie był sam. Wśród jego towarzyszy i towarzyszek zobaczyłam także Mikołaja. Przez moment miałam ochotę zawrócić. Jednak nie zdąrzyłam, bo Igor zauważył mnie po czym szeroko się uśmiechnął:
- Cześć Julka!
- Cześć Igor - powiedziałam lekko zmieszana podchodząc bliżej, widząc kilkanaście par oczu wlepionych w moją osobę przyprawiło mnie o mdłości.
- To my już pójdziemy - powiedział z nienacka i łapiąc mnie za rękę zaczął ciągnąć w przeciwną stronę. Gdy znaleźliśmy się na innej ulicy wyrwałam swoją rękę i zaczęłam krzyczeć:
- Oszalałeś? Po to chciałeś się spotkać? Żeby odstawić cały ten cyrk przed Twoim bratem?
- Uspokój się, należało mu się za to co zrobił, a teraz idziemy na pizze.
- Nigdzie z Tobą nie idę - skrzyżowałam ręce i stanęłam na środku chodnika.
- Nie wygaduj głupstw tylko chodź, przecież nic Ci nie zrobię - powiedział już lekko zdenerwowany. Nie miałam wyjścia. Ociągając się ruszyłam za nim, aż weszliśmy do pizzeri. Kiedy Igor poszedł złożyć zamówienie, ja usiadłam przy stoliku i postanowiłam sprawdzić pocztę na komórce. Jeden sms od Mikołaja " Czyli to jednak prawda? :( ". Nie wiedziałam co miał na myśli ale postanowiłam zrobić to co do tej pory czyli zignorowałam go. Do stolika wrócił Igor.
- Co Ty mu powiedziałeś? - zapytałam prosto z mostu.
- Komu? - zapytał zupełnie spokojnie.
- Nie bądź śmieszny, co powiedziałeś Mikołajowi?
- Nic takiego - chłopak tylko wzruszył ramionami.
- W takim razie sam sobie tu siedź - powiedziałam i już miałam wychodzić kiedy Igor mnie zatrzymał.
- Zaczekaj - wziął głęboki oddech i popatrzył na mnie - Powiedziałem mu, że się spotykamy. Zaraz po tym jak Cię zostawił na imprezie zrobiło Ci się przykro i opowiedziałaś mi wszystko, dlatego przy Tobie zostałem i wybrałaś mnie. Julka, należy mu się za to jak Cię potraktował - mówił to wszystko patrząc mi w oczy.
- Czyli jednak nie masz mózgu - odparłam. Chłopak tylko przewrócił oczami. Dostaliśmy naszą pizze i już żadne z nas nie mówiło o Mikołaju. Dobił mnie fakt, że to Igor zemścił się na nim a nie ja. Z drugiej strony to nawet lepiej, zna jego słabe strony. Około godziny 20 wróciłam do domu, ojca jeszcze nie było. Ledwo zdjęłam buty usłyszałam dzwonek. Otworzyłam drzwi za którymi stało dwóch policjantów, przestraszyłam się.
- Pani Julia Nowak? - zapytał jeden z nich.
- Tak to ja - odpowiedziałam.
- Możemy wejść?
- Tak proszę - zaprowadziłam ich do kuchni, nalałam sobię wody do szklanki - Coś się stało? - zapytałam.
- Chodzi o Pani ojca - popatrzyli po sobie a ja nie widziałam co mam myśleć, czy znów wdał się w jakąś kłutnie czy coś gorszego, może siedzi w areszcie? - Niestety nieżyje - powiedział. Szklanka, którą trzymałam wypadła mi z rąk i rozbiła się z hukiem. Poczółam ukłycie w klatce piersiowej. - Został znaleziony dziś około godziny 17:30 niedaleko restauracji przy ulicy głównej, przyczyną był najprawdopodobnie zawał. - mówił to bardzo spokojnie a jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę. - Jest nam bardzo przykro.
Usiadłam przy stole, nie mogłam uwieżyć w to co się stało.
- Pani mieszkała z ojcem sama?
- Tak, mama odeszła kilka lat temu, mieszka z moją siostrą - powiedziałam cicho. Zaczęłam się trząść, i nerwowo bawiłam się moimi palcami.
- To my już pójdziemy, do widzenia - powiedzieli oboje. Wyszli a ja nawet na nich nie spojżałam. Siedziałam przy tym stole kilka godzin. Przypomniało mi się całe zło które mi wyrządził, wszystkie krzywdy. Nie wiedziałam dlaczego zaczęłam płakać, przecież tak bardzo pragnęłam jego śmierci. Ocknęłam się około godziny 2 w nocy i zaczęłam pakować wszysko co do niego należało. Posprzątałam jego pokój jak jeszcze nigdy. O 4 rano wyszłam na łąkę i rozpaliłam ognisko. Wrzucałam do niego wszystkie ubrania należące do ojca. Gdy zorientowałam się jak bardzo jestem zmęczona był już ranek. Wróciłam do domu, przebrałam się i zasnęłam.
 
 
 
 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim :) Obiecałam dłuższy więc jest ;) Życzę Wam miłego czytania, a ja idę się edukować :D Do następnego ;3
 
 

3 komentarze: