Obudziłam się i pierwszą
czynnością jaką zrobiłam, to pobiegłam do pokoju ojca. Panował tam
porządek, a jego nie było. Czyli to nie był sen, on naprawdę odszedł.
Wróciłam do siebie i wzięłam telefon do ręki. Zegarek wskazywał 14:10.
Odczytałam wiadomość od Martyny: " Zadzwoń do mnie koniecznie, bardzo
się ucieszysz. ;) ". Jakoś nie brzmiało to zbyt przekonująco, ale
wybrałam jej numer.
- No cześć Julka, nie uwierzysz czego się dowiedziałam - mówiła cała podekscytowana.
- Mój ojciec nieżyje - powiedziałam cicho. Przez chwilę się nie odezwała.
- Julka co Ty mówisz, jak to nieżyje? - zapytała już poważniejszym tonem.
- Przyjedź do mnie proszę, nie chcę być sama - zaczęłam cicho szlochać do słuchawki.
-
Będę za 30 minut - powiedziała szybko. Za ten czas zdąrzyłam
poinformować całą rodzinę i posprzątać w domu. Jeszcze nigdy nie było w
nim tak czysto. Wkońcu przyjechała Martyna i bez pukania weszła do
mieszkania po czym mnie mocno przytuliła.
- Nic nie rozumiem - powiedziałam odrywając się od niej - Dlaczego tak nagle - podeszłam do czajnika żeby zagotować wodę.
- To strasznie, tak mi przykro - powiedziała.
-
A mnie nie - odparłam - Już od dawna chciałam żeby to się stało, żeby
ten koszmar się skończył - rozpłakałam się na dobre. Opowiedziałam
Martynie całą historię z nim swiązaną a oczy robiły jej się coraz
szersze.
- To dlatego się tak zmieniłaś? W szkole? - zapytała cicho.
-
Improwizowałam, cały czas wmawiał mi, że nie jestem tą samą dziewczyną
co kiedyś, dlatego postanowiłam mu udowodnić, że dopiero mogę się
zmienić. Cały czas jestem tą samą Julką, którą byłam, tylko może
bardziej zranioną - po tych słowach zapadła cisza, którą wykorzystałam
na napicie się herbaty. Po południu przyjechał brat i zaczęły się
załatwienia związane z pogrzebem. Mało co się odzywałam. Najchętniej
wróciłabym do domu i poszła spać. Jednak warto było towarzyszyć Tomkowi
podczas tych wszystkich formalności. W urzędzie powiedzieli mi, że to ja
stałam się właścicielką mieszkania, a jego kasa będzie podzielona
między mnie i mamę. Jedyny plus tego dnia. Pod wieczór Tomek odwiózł
mnie do domu.
- Dasz sobie radę? - zapytał, kiedy miałam wychodzić z samochodu.
- Tak, zawsze dawałam
, to teraz mam sobie nie poradzić? - odezwałam się pierwszy raz od dłuższego czasu.
, to teraz mam sobie nie poradzić? - odezwałam się pierwszy raz od dłuższego czasu.
-
No tak, w końcu jesteś moją dzielną siostrzyczką - uśmiechnął się
słabo. Przytuliłam go i udałam się do mieszkania. Nie takie nowe życie
chciałam zacząć. Ale jedno jest pewne - koniec tego koszmaru.
Nadszedł
dzień pogrzebu. Cała rodzina przyjechała do mnie, przy czym ubrani na
czarno składali kondolencje. Ja cały czas siedziałam w pokoju i
patrzyłam przez okno. Nie płakałam. Każdy próbował ze mną rozmawiać ale
ja wciąż siedziałam cicho. Słyszałam jak ciotki szeptały między sobą, że
powinnam iść do psychologa. Nie, nie jestem wariatką, po prostu nie
miałam ochoty na rozmowę, one jednak tego nie rozumiały. Do pokoju
wszedł Tomek.
- Martyna przyjechała - powiedział. Odwróciłam
się i faktycznie zobaczyłam dziewczynę, nie była jednak sama. Tuż za nią
stał Mikołaj. Podeszła do mnie i mocno przytuliła szeptając na ucho, że
później mi ro wytłumaczy. Postanowiłam, że pojadę z nią i Mikołajem,
oni przynajmniej o nic nie pytali. Po całej ceremonii mieliśmy obiad w
restauracji zaraz koło cmentarza. Nagle od stołu wstał wujek.
-
Chciałem wszystkim podziękować za przybycie, jest to dla nas bardzo
ważne, że mamy od was takie wsparcie, mimo, że będziemy bardzo tęsknić
za moim bratem, na zawsze pozostanie w naszych sercach. - po jego
słowach zrobiło mi się nie dobrze.
- Tak, to cios dla nas
wszystkich, to stało się tak nagle, bardzo będzie nam Go brakować,
zawsze będziemy o Nim pamiętać jako o dobrym i pracowitym mężczyźnie -
dodała pełna rozpaczy ciocia. Miałam tego dość, mimo mocnego ścisku w
żołądku też wstałam.
- Ja będę Go pamiętać jako tego, który
zniszczył mi dzieciństwo, tego, przez którego tyle płakałam i nie spałam
po nocach. Możecie mówić, że jestem pyskata, że nie mam uczuć, ale
właśnie chodzi o to, że je posiadam i jestem pewna, że żaden ani żadna z
was nie wytrzymałaby z Nim tyle co ja. Mam 18 lat i tyle starczy by
wiedzieć, co to znaczy mieć ojca tyrana. Dla mnie był skończonym
człowiekiem, jak jakiś psychopata. Możecie płakać ze smutku, ale ja to
robię z radości. On nie miał prawa być nazywany " tatą ", nie zasłużył
na to - skończyłam mówić. Nie obchodziło mnie to, że każdy mieżył mnie
wzrokiem jak trędowatego. Z moich oczy zaczęły lać się duże łzy.
Zabrałam kurtkę i wybiegłam na zewnątrz, a zaraz za mną Mikołaj.
-
Zaczekaj! - stanęłam w miejscu, ale nie odwróciłam się, byłam zła. -
Zaczekaj na Martynę, nie pójdziesz nigdzie sama - powiedział. Odwróciłam
się i zapłakanymi oczami popatrzyłam na niego.
- Co Ty tu właściwie robisz? - zapytałam. Niestety nie było mi dane usłyszeć odpowiedzi, ponieważ dołączyła do nas Martyna.
-
Mikołaj zawieź nas do domu - powiedziała. W drodze poprosiłam ją, aby
została u mnie do jutra. Pod domem podziękowałam Mikołajowi i udałyśmy
się do domu.
- Dziękuje Ci, że jesteś tu ze mną - powiedziałam.
- Nie ma za co, przecież powinnyśmy się wspierać - odparła i lekko się uśmiechnęła. Wtedy coś sobie przypomniałam.
- Hej, co to za ważna wiadomość, z której miałam się ucieszyć? - zapytałam.
-
A no tak - chwilę się zamyśliła - Chodzi o Mikołaja - powiedziała
zupełnie poważnie - On wcale nie ma dziewczyny, i wcale nie zostawił Cię
wtedy na imprezie. To wszystko sprawka Igora - powiedziała.
- Jak to Igora? Przecież On... - nie dane było mi dokończyć.
-
... On upił Cię, zbajerował i Mikołaj pomyślał, że odpuściłaś. Igor
wzbudził w Tobie litość do siebie, że niby próbuje pomóc Ci odegrać się
na Mikołaju, a prawda jest taka, że chciał Cię tylko wykorzystać -
powiedziała, po czym wzięła łyk herbaty.
- Czyli to co mówił Igor to kłamstwo? - nie mogłam sobie tego poukładać w głowie. Wyglądało na to, że Igor był dobrym aktorem.
-
Zaczęłam ich wypytywać o Ciebie, bo nie podobał mi się fakt, że Mikołaj
chciał Cię wykorzystać, On taki nie jest, za długo Go znam - tymi
słowami zakończyła się nasza rozmowa. Byłam wściekła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
hej wszystkim :) nie będę się dziś rozpisywać bo jakoś nie mam na to ochoty... ;/
proszę pozostawcie komentarz żebym wiedziała kto czyta moje opowiadanie :)

sądząc po tym ile masz odwiedzin to chyba sporo osób :) a co do opowiadania to masz talent czyta się jednym tchem :D
OdpowiedzUsuńale szok ;o
OdpowiedzUsuń