poniedziałek, 19 maja 2014

Dzień zaliczam do udanych.

Obudziłam się około godziny 8. Za oknem padało i wiał wiatr. Na taką pogodę nie miałam ochoty wstać z łóżka. Sięgałam po laptopa, który znajdował się na biurku, lecz w moje ręce trafiła mała karteczka: " Musiałam wracać do domu, trzymaj się - Martyna ". No tak, zupełnie zapomniałam, że tu była. Leżąc tak wpatrywałam się w sufit i myślałam o tym wszystkim co się stało. Dlaczego zaufałam Igorowi? Dlaczego nie dałam szansy na wyjaśnienia Mikołajowi? Co ja tak na prawdę czuje? Obu znałam zaledwie kilka tygodni a już miałam pustkę w głowie. Byłam wściekła na Igora za to co zrobił. Kłamał w żywe oczy i nie czuł się winny. I nie potrafiłam zapomnieć tego smutku w oczach Mikołaja. Jednak chłopaki też mają uczucia, przynajmniej ten jeden o którym tyle myslę. Musiałam to naprawić. Podniosłam się i wybierając jego numer nacisłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć Mikołaj, tu Julka.
- O, nie spodziewałem się, że zadzwonisz - wiedziałam, że się uśmiecha.
- Chciałam... - wzięłam głęboki oddech - Możemy się spotkać?
- Kiedy tylko chcesz.
- Przyjedź do mnie, najlepiej dziś.
- O 17 pasuje?
- Idealnie, to do zobaczenia - rozłączyłam się. Nie wiedziałam dlaczego zaprosiłam go do siebie, co było dla mnie wielkim szokiem. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam sprzątać. W między czasie wybrałam się do sklepu po coś do przegryzienia. Po powrocie delikatnie się pomalowałam, rozczesałam włosy, ubrałam miętową bokserkę i czarne rurki. Czułam się jak mała dziewczynka czekająca na prezent. O równej 17 usłyszałam dzwonek. Serce zaczęło mi bić o dziesięć razy szybciej.
- Cześć - powiedział radosny Mikołaj kiedy otworzyłam mu drzwi.
- Cześć, zapraszam - wpuściłam go i próbowałam unormować oddech.
- Jak się trzymasz? - zapytał będąc już u mnie w pokoju.
- Całkiem dobrze, napijesz się czegoś? - chciałam wyjść do kuchni jednak nie było mi to pisane, ponieważ Mikołaj jednym ruchem złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i mocno pocałował. W jednym momencie cała reszta przestała się liczyć, byłam tylko ja i on.
- Przepraszam - powiedział i odsunął się ode mnie. Jednak nadal czułam jego oddech na moim policzku. Cały czas miałam zamknięte oczy.
- To ja powinnam Cię przeprosić - odezwałam się - Nie pozwoliłam Ci dojść do słowa, ignorowałam Cię. byłam głupia, nadal jestem - popałam w słowotok.
- To nie Twoja wina, skąd mogłaś wiedzieć jak było na prawdę? - odparł patrząc mi głęboko w oczy.
- Gdybym miała choć trochę rozumu nie pozwoliłabym się upić, zwłaszcza Twojemu bratu - dodałam i oddaliłam się do kuchni. Było mi wstyd za siebie. Nie potrafiłam spojrzeć Mikołajowi w oczy tak jak on mi. Przeszywał mnie swoimi oczami dogłębnie. Po 5 minutch wróciłam do pokoju niosąc tace, na której znajdowały się dwie herbaty, ciastka i worek cukierków. Chłopak oglądał moje zdjęcia na półce. Na większości z nich byłam sama i nie miałam więcej niż 10 lat. Do tej pory zastanawiam się dlaczego ich nie zmieniłam.
- Kto by pomyślał, że z takiego aniołka z loczkami wyrośnie taki demon? - powiedział uśmiechnięty.
- Chcesz mnie obrazić? - zapytałam próbując zachować powagę.
- Nie udawaj takiej obrażalskiej bo Ci się to nie uda - powiedział krzyżując ręce.
- Nie jesteś na mnie zły? - dodałam. Pomimo ostatniej sytuacji związanej z Igorem on zawsze był uśmiechnięty.
- Dlaczego miałbym być zły? To zwykłe nieporozumienie a nie koniec świata - znów się uśmiechnął. To bardzo zaraźliwe bo nawet na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Możemy zacząć od początku? - podeszłam bliżej chłopaka.
- Nie mam nic przeciwko - odparł tuż przy mojej twarzy. Był tak blisko, że nasze nosy już się stykały, kiedy ja zaczęłam się głośno śmiać i z impetem rzuciłam się na łóżko biorąc moją herbatę. Mikołaj stał lekko zdezorientowany jednak po chwili dołączył do mnie. Kilka godzin opowiadaliśmy sobie o swoich przeżyciach tych dobrych jak i tych złych. Kiedy już z nudów zaczęliśmy rzucać się papierkami po cukierkach zadzwonił jego telefon. Rozmawiał z kimś chwilę z czego wywnioskowałam, że nie był zadowolony.
- Coś się stało? - zapytałam gdy się rozłączył.
- Ktoś rozbił samochód mojego taty, muszę go odebrać z miejsca wypadku - powiedział. Ja tylko zrobiłam smutną minkę. Chłopak na ten widok słodko się uśmiechnął.
- Nie musisz mnie odprowadzać - odparł, po czym pochylił się nade mną i delikatnie pocałował - Do zobaczenia - dodał i udał się w stronę wyjścia, a ja cała w skowronkach do łazienki. Dzień zaliczam do udanych.
 
 
 
 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Hej ;) Wybaczcie że rozdział znów jest krótszy i tak późno dodaje ale miałam małe problemy z internetem :/ Do następnego ;3
 

3 komentarze:

  1. ale słodko :D aż mam ochote kogoś pocałować ;pp

    OdpowiedzUsuń
  2. sram brokatem normalnie ;3 ale nie no, spoko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. czemu nie ma kolejnych? ;c

    OdpowiedzUsuń