Obudziłam się około godziny 8. Za oknem padało i wiał wiatr. Na
taką pogodę nie miałam ochoty wstać z łóżka. Sięgałam po laptopa, który
znajdował się na biurku, lecz w moje ręce trafiła mała karteczka: "
Musiałam wracać do domu, trzymaj się - Martyna ". No tak, zupełnie
zapomniałam, że tu była. Leżąc tak wpatrywałam się w sufit i myślałam o
tym wszystkim co się stało. Dlaczego zaufałam Igorowi? Dlaczego nie
dałam szansy na wyjaśnienia Mikołajowi? Co ja tak na prawdę czuje? Obu
znałam zaledwie kilka tygodni a już miałam pustkę w głowie. Byłam
wściekła na Igora za to co zrobił. Kłamał w żywe oczy i nie czuł się
winny. I nie potrafiłam zapomnieć tego smutku w oczach Mikołaja. Jednak
chłopaki też mają uczucia, przynajmniej ten jeden o którym tyle myslę.
Musiałam to naprawić. Podniosłam się i wybierając jego numer nacisłam
zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć Mikołaj, tu Julka.
- O, nie spodziewałem się, że zadzwonisz - wiedziałam, że się uśmiecha.
- Chciałam... - wzięłam głęboki oddech - Możemy się spotkać?
- Kiedy tylko chcesz.
- Przyjedź do mnie, najlepiej dziś.
- O 17 pasuje?
-
Idealnie, to do zobaczenia - rozłączyłam się. Nie wiedziałam dlaczego
zaprosiłam go do siebie, co było dla mnie wielkim szokiem. Zerwałam się
na równe nogi i zaczęłam sprzątać. W między czasie wybrałam się do
sklepu po coś do przegryzienia. Po powrocie delikatnie się pomalowałam,
rozczesałam włosy, ubrałam miętową bokserkę i czarne rurki. Czułam się
jak mała dziewczynka czekająca na prezent. O równej 17 usłyszałam
dzwonek. Serce zaczęło mi bić o dziesięć razy szybciej.
- Cześć - powiedział radosny Mikołaj kiedy otworzyłam mu drzwi.
- Cześć, zapraszam - wpuściłam go i próbowałam unormować oddech.
- Jak się trzymasz? - zapytał będąc już u mnie w pokoju.
-
Całkiem dobrze, napijesz się czegoś? - chciałam wyjść do kuchni jednak
nie było mi to pisane, ponieważ Mikołaj jednym ruchem złapał mnie za
rękę, przyciągnął do siebie i mocno pocałował. W jednym momencie cała
reszta przestała się liczyć, byłam tylko ja i on.
-
Przepraszam - powiedział i odsunął się ode mnie. Jednak nadal czułam
jego oddech na moim policzku. Cały czas miałam zamknięte oczy.
-
To ja powinnam Cię przeprosić - odezwałam się - Nie pozwoliłam Ci dojść
do słowa, ignorowałam Cię. byłam głupia, nadal jestem - popałam w
słowotok.
- To nie Twoja wina, skąd mogłaś wiedzieć jak było na prawdę? - odparł patrząc mi głęboko w oczy.
-
Gdybym miała choć trochę rozumu nie pozwoliłabym się upić, zwłaszcza
Twojemu bratu - dodałam i oddaliłam się do kuchni. Było mi wstyd za
siebie. Nie potrafiłam spojrzeć Mikołajowi w oczy tak jak on mi.
Przeszywał mnie swoimi oczami dogłębnie. Po 5 minutch wróciłam do pokoju
niosąc tace, na której znajdowały się dwie herbaty, ciastka i worek
cukierków. Chłopak oglądał moje zdjęcia na półce. Na większości z nich
byłam sama i nie miałam więcej niż 10 lat. Do tej pory zastanawiam się
dlaczego ich nie zmieniłam.
- Kto by pomyślał, że z takiego aniołka z loczkami wyrośnie taki demon? - powiedział uśmiechnięty.
- Chcesz mnie obrazić? - zapytałam próbując zachować powagę.
- Nie udawaj takiej obrażalskiej bo Ci się to nie uda - powiedział krzyżując ręce.
- Nie jesteś na mnie zły? - dodałam. Pomimo ostatniej sytuacji związanej z Igorem on zawsze był uśmiechnięty.
-
Dlaczego miałbym być zły? To zwykłe nieporozumienie a nie koniec świata
- znów się uśmiechnął. To bardzo zaraźliwe bo nawet na mojej twarzy
pojawił się uśmiech.
- Możemy zacząć od początku? - podeszłam bliżej chłopaka.
-
Nie mam nic przeciwko - odparł tuż przy mojej twarzy. Był tak blisko,
że nasze nosy już się stykały, kiedy ja zaczęłam się głośno śmiać i z
impetem rzuciłam się na łóżko biorąc moją herbatę. Mikołaj stał lekko
zdezorientowany jednak po chwili dołączył do mnie. Kilka godzin
opowiadaliśmy sobie o swoich przeżyciach tych dobrych jak i tych złych.
Kiedy już z nudów zaczęliśmy rzucać się papierkami po cukierkach
zadzwonił jego telefon. Rozmawiał z kimś chwilę z czego wywnioskowałam,
że nie był zadowolony.
- Coś się stało? - zapytałam gdy się rozłączył.
-
Ktoś rozbił samochód mojego taty, muszę go odebrać z miejsca wypadku -
powiedział. Ja tylko zrobiłam smutną minkę. Chłopak na ten widok słodko
się uśmiechnął.
- Nie musisz mnie odprowadzać - odparł, po
czym pochylił się nade mną i delikatnie pocałował - Do zobaczenia -
dodał i udał się w stronę wyjścia, a ja cała w skowronkach do łazienki.
Dzień zaliczam do udanych.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ;) Wybaczcie że rozdział znów jest krótszy i tak późno dodaje ale miałam małe problemy z internetem :/ Do następnego ;3
ale słodko :D aż mam ochote kogoś pocałować ;pp
OdpowiedzUsuńsram brokatem normalnie ;3 ale nie no, spoko :D
OdpowiedzUsuńczemu nie ma kolejnych? ;c
OdpowiedzUsuń