Został ostatni miesiąc wakacji. Od tego czasu wiele się zmieniło. Po
pogrzebie ojca rodzina okazała zrozumienie. Ci, którzy wiedzieli jak
było musieli dorzucić swoje 3 grosze. Cały czas czegoś mi brakowało, ale
wiedziałam, że nie tęsknie za nim. Dostałam kieszonkowe od mamy, które
przeznaczyłam na remont mojego pokoju. Byłam bardzo zadowolona,
zwłaszcza dlatego, że zrobiłam wszystko sama, no.. z maleńką pomocą
Matryny. Widywałyśmy się prawie codziennie i omawiałyśmy co będzie od
września. Przeraziłam się gdy zaczęła temat matury. Wiedziałam, że muszę
się powoli przygotowywać. Jednak cieszyło mnie to, że mam wsparcie, nie
tylko od Martyny. Między mną a Mikołajem coś było. Nie byliśmy razem
ale jego stosunek do mnie był taki, jakiego nie doznałam od nikogo. Może
to zabawne ale był dla mnie jak brat, najlepszy przyjaciel, kochanek a
nawet jak rodzic. Może właśnie dlatego się w nim zakochałam...
Tak
bardzo chciałam mu o tym powiedzieć. Postanowiłam, że zrobię to dziś, w
noc spadających gwiazd. Chciałam, żeby choć to jedno życzenie się
spełniło. Stałam właśnie przed lustrem aby upewnić się czy wyglądam w
miarę przyzwoicie kiedy zadzwonił dzwonek. Bez wahania otworzyłam drzwi.
- Hej! - przywitał się Mikołaj.
- Cześć - odpowiedziałam - nie wejdziesz do środka? - zapytałam widząc jak chłopak stoi w miejscu.
- Wybacz, za bardzo wpatrzyłem się w ten cudowny widok - odparł pokazując szereg swoich białych zębów.
-
Jaki widok? - zapytałam odwracając się za siebie by sprawdzić co miał
na myśli. Chłopak wykorzystał tą sytuację i przytulił mnie od tyłu
szeptając prosto do mojego ucha:
- Ciebie miałem na myśli głuptasie.
Poczułam dreszcze. Zaśmiałam się cicho aby się rozluźnić i pocałowałam go w policzek, wiedziałam, że to lubi.
- Co tam masz? - zobaczyłam, że trzyma coś w ręce.
-
Niespodzianka - powiedział szybko odkładając ową niespodziankę (wielki
koszyk) na podłogę i pomógł mi założyć kurtkę. Wyszliśmy na zewnątrz. -
Więc gdzie mnie zabierasz? - zapytał łapiąc moją rękę i splatając nasze
palce. Zrobiło mi się lekko i wesoło.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, zaufaj mi i po prostu chodź.
-
Nie wiem czy mogę Ci zaufać znając Twoje możliwości - popatrzyłam na
niego z jedną brwią uniesioną do góry, jednak po chwili oboje zaczęliśmy
się głośno śmiać. Przez kolejne 10 minut panowała cisza. Zaczynało się
ścimniać a ja czułam w sobie coś dziwnego. Albo była to reakcja na moje
uczucia do Mikołaja, który właśnie trzymał moją rękę i podążał grzecznie
tam gdzie go prowadziłam. Na miejscu czułam już wielką kulę w gardle.
Zaczęłam zastanawiać się czy wyjawnienie mu prawdy o moich uczyciach to
dobry pomysł.
- Ładne miejsce - powiedział z nienacka co mnie przestraszyło.
-
Często to przychodziłam - odpowiedziałam. Staliśmy na środku łąki z
której było widać tylko mój dom. - Powiesz wreszcie co tam masz? -
wskazałam na koszyk. Mikołaj wyciągnął ze środka wielki koc, czerwone
wino, ciastka, żelki, czekoladę a nawet dwie poduszki. - Masz zamiar
spędzić tu całą noc? - zapytałam śmiejąc się widząc wszystkie te
przedmioty.
- Tak właśnie - odparł z uśmiechem podpierając się rękami na biodrach.
-
Jesteś nienormalny - dodałam z uśmiechem siadając na kocu.
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym aż zrobiło się już zupełnie ciemno.
Mikołaj zaraz koło naszego legowiska rozpalił małe ognisko. Gdy
dorzucał kolejne gałązki do paleniska ja leżałam rozmarzona na kocu
wpatrując się w niebo. Wtedy zobaczyłam pierwszą spadającą gwiazdę.
Zerwałam się z miejsca i zaczęłam skakać z radości. Zawsze cieszył mnie
ten widok. Mikołaj miał ze mnie niezły ubaw.
-
Tak, zażyczyłam sobie nowego nauczyciela matematyki od września -
zaśmiałam się pokazując chłopakowi język. Wtedy zobaczyłam kolejne
spadające gwiazdy, oglądaliśmy je z wielkim skupieniem.
- A
wiesz jakie ja mam życzenie? - powiedział Mikołaj po chwili dość
przyjemnej ciszy. Odwróciłam się do niego przodem - Chciałbym mieć cały
świat, tylko dla siebie - dodał bawiąc się małym patykiem.
- Ale to jest nie do spełnienia - odparłam patrząc w jego stronę.
-
Właśnie, że tak, jeśli tylko ten świat ma czarne włosy, błękitne oczy,
słodko się uśmiecha i stoi koło mnie - mówił to wszytko przybliżając się
do mnie. Gdy dotarło do mnie to co właśnie usłyszałam nie wiedziałam
czy uciekać czy skakać z radości. Zupełnie mnie tym zaskoczył. Gdy
złapał mnie za ręce spuściłam głowę w dół. Nie chciałam by widział jak
bardzo się rumienię, mimo że było całkiem ciemno a jedyne światło padało
od ogniska i księżyca. W mojej głowie słyszałam tylko słowa, które
wypowiedział kilka sekund temu.
- Julka spójrz na mnie -
powiedział tuż przy moim uchu, tak jakby to co mówił miałam słyszeć
tylko ja i nikt inny. Na jego lekko zachrypnięty głos przymknęłam oczy. -
Wiesz, że każda chwila z Tobą jest jak wygrana na loterii. Nie chcę
tego stracić, bo stracę Ciebie, a tego bym nie przeżył - po jego słowach
czułam że się rozpływam. Wszystko to co miałam mu do powiedzenia
właśnie usłyszałam z jego ust. Chwycił mnie za podbródek i podnosząc w
górę zmusił do popatrzenia na niego. Był smutny.
- Jeśli nie czujesz tego co ja zrozumiem, powiedz tylko jedno słowo a odpuszczę - dodał cichutko jakby zaraz miał się rozpłakać.
-
Mogę powiedzieć dwa słowa? - zapytałam równie cicho wciąż patrząc mu w
oczy. - Kocham Cię - zrobiłam to. Powiedziałam mu, że go kocham, sama w
to nie wierzyłam. Jego oczy zrobiły się ogromne, zacisnął mocniej nasze
dłonie i wreszcie się uśmiechnął najpiękniej jak potrafił. Nagle mocno
wtulił się we mnie by po chwili złożyć na moich ustach najcudowniejszy
pocałunek. Tą chwilę zapamiętam na zawsze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tyryryry
nowy rozdział :) Wybaczcie, że tak długo ale choroba mnie dopadła na
rozpoczęcie wakacji ;c naszczęście już mi lepiej :) Mam nadzieje że się
podoba dlatego proszę was o komentarze, to mnie motywuje do dalszego
pisania ;) Buziaki :*


Twoje opowiadanie jest po prostu mega <3 nie mogę doczekać się kolejnej części <3
OdpowiedzUsuń